PIECE OF CAKE

11:43 marcela cierkosz 1 Comments

Czy znacie to uczucie, kiedy trzeba zrobić coś ważnego, więc robicie wszystko inne, ale nie to.
No właśnie. W tym momencie powinnam siedzieć i pisać raport stażowy lub uczyć się do szkoły, więc zabrałam się za pisanie tego posta.
Mam dużo przemyśleń w związku z przeczytaniem wywiadu z jednym z moich znajomych. Osobą, którą bardzo lubię, bo choć on o tym nie wie, odnajduję w nim bardzo dużo z siebie. I nie chodzi tu absolutnie o wygląd, pewnie nawet nie o styl życia, ale o sposób postrzegania i myślenia o niektórych sprawach.

Artykuł/wywiad był trochę o nim samym, trochę o zmarłych rodzicach i ich wpływie na jego życie, o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Ze względu na ten ukryty wątek personalny, wyżej wspomniany tekst okazał się dla mnie być bardzo emocjonalny. Była tam taka część o Świętach Bożego Narodzenia, w których kolega napisał, że od czasu odejścia rodziców ich nie celebruje, bo to nie to samo i że zacznie to robić na nowo, kiedy będzie miał swoją rodzinę i dzieci. Mam dokładnie tak samo, mimo, że moi rodzice żyją i mam pewność, że jeszcze przez długi czas tu będą, jednak od czasu ich rozwodu nie jestem w stanie poczuć magii świąt. Na początku zastanawiałam się czy to przez śnieg, czy przez mój wiek nie potrafię wczuć się w świąteczną atmosferę żeby dopiero po kilku razach (Gwiazdka i Wielkanoc) odkryć, że to kwestia ich rozwodu. Kocham dziewczynę mojego taty i uwielbiam chłopaka mojej mamy i cieszę się, że są oni dodatkowymi osobami na święta, ale nie lubię faktu, że muszę się dzielić między rodzicami w ten znaczący dzień. Chciałabym ich mieć obojga ze sobą. I żeby nie mylić, nie chciałabym ich mieć jako pary szczęśliwego małżeństwa, bo absolutnie nie o to chodzi. Ale czas rodzinny chciałabym spędzać i z mamą i z tatą, a obecnie jest to niemożliwe. To trochę jak taki piesek, który z jednej strony chciałby być w domu z domownikami, a z drugiej jednak strony chciałby szczekać przez płot ogródka z wszystkimi innymi burkami-sąsiadami. Nie może się przez to zdecydować czy ma być w środku czy na zewnątrz i niezadowolony kręci się w kółko. Czekam na ten dzień kiedy będę miała swoje dzieci i zorganizuję Wigilię, a wtedy zaproszę ich obojga z partnerami. Będę miała wtedy wszystko czego pragnę w jednym miejscu, a obecność obowiązkową uzasadnię posiadaniem przez nich wnucząt. Do tego czasu postanowiłam wyjeżdżać co roku na Święta.

Jest też tam fragment o dzieciach i domu za miastem. Taki też jest mój plan na przyszłość, chciałabym przez kilka lat porobić karierę, zarobić sporo pieniędzy, żeby potem móć osiąść za miastem, gdzieś w domu z ogrodem z gromadką dzieci, psami, kotem i kurkami. Rąbać drewno do kominka, chodzić na spacery do lasu i pielić chwasty w ogródku. Czytać dużo książek, oglądać dużo filmów. Pojawia się też motyw 3 dzieci. Zawszę powtarzam, że moim marzeniem jest ich szóstka, ale trójka to minimum. Uważam, że bycie jedynakiem jest krzywdzące dla dziecka i jego przyszłego funkcjonowania w społeczeństwie, dwójka zazwyczaj się kłóci i nie dogaduje, a prawdziwa bliskość między rodzeństwem pojawia się dopiero przy trójce. Ciężko mi wytłumaczyć dlaczego tak jest i wiem, że istnieje sporo psychologicznych tekstów w internecie na ten temat. Wydaje mi się po prostu, że między dwoma osobami zawsze jest jakaś rywalizacja, przy trzech jest już dbałość o siebie nawzajem.

To mniej więcej tyle przemyśleń, bardziej prywatne zachowam dla siebie, bo co raz w internecie nigdy nie ginie. Jeszcze ktoś przypadkiem znajdzie mojego bloga i przeczyta moje wypociny.


Dzisiaj z rana popełniłam też mały kolaż dotyczący mich marzeń i myśli, które w Polsce zaprzątają mi głowę. Widzisz, jest coś takiego w moim rodzimym kraju, że powoduje, że bardziej niż kiedykolwiek chce mi się jeść ciastka. Czasem zdarza mi się grozić mojej siostrze, która czasem odbiera mnie z lotniska, że jak przyjedzie po mnie bez pączka, to do auta nie wsiądę. Słodycze, które nie robiły na mnie nigdy wrażenia jak tu mieszkałam, są dla mnie teraz jak narkotyki. Uzależniają i sprawiają, że jestem po nich na najwspanialszym na świecie cukrowym haju. Kolażyk załączam poniżej.





1 komentarz:

  1. Zeby sie tak chcialo jak sie nie chce...Czlowieka gonia terminy i akurat wtedy chce mu sie sprzatac, robic zakupy czy czytac.
    PS: Nie masz rodziny z Opolskiego albo Kieleckiego?

    OdpowiedzUsuń