Historia moja i lumpeksów

Od kilku dni zabierałam się za tego posta i jakoś słowa nie chciały same płynąć. Każdą literę stawiałam bardzo opornie, a unoszenie palców nad klawiaturą zdawało być się niesamowicie ciężką pracą. Aż przyszło dzisiaj. Wstałam wcześnie, odśpiewałam poranną mantrę, wykonałam praktykę jogi, zjadłam pyszne śniadanie i moja głowa sama zaczęła pracować.

Zatem... Moja historia w lumpeksie zaczyna się od mojej mamy. To ona pokazała mi ten świat. Całe życie, żyje w przekonaniu, że kupowała w nich, bo uważała, że to super mieć taką niepowtarzalną rzecz z ciucholandu. Jak się jednak okazuje to brak pieniędzy we wczesnym życiu mojej mamy, zaprowadził ją tam po raz pierwszy. Gdy byłam dzieckiem w domu się nie przelewało (czego ja naprawdę nie pamiętam i mam wizję, że wszystkiego mieliśmy pod dostatkiem). Ciuchy dla dzieci dostawało się po dzieciach koleżanek lub kupowało w lumpeksie. Widzę to mocno na zdjęciach z młodości, gdzie na co drugim, mam za dużą kurtkę z podwiniętymi rękawami, ewidentnie używaną.
Ja lumpeksy znam inaczej, pamiętam je z dzieciństwa jako super miejsca z wielkimi koszami tanich zabawek. Kochałam je do tego stopnia, że w podstawówce czy gimnazjum ciągle po lekcjach latałyśmy z koleżankami przetrzepywać kolejne wieszaki. Zawsze czekałyśmy do piątku, kiedy cena wynosiła 10 zł za kilo, a na następny dzień miała być dostawa. Tylko na tyle było nas stać ze skromnego kieszonkowego. W tamtych czasach nie liczyła się jednak jakość. Liczyły się falbanki, spódnice w kwiaty i kolorowe, akrylowe swetry. Taki styl kochałyśmy.
Nigdy nie przestałam kupować w lumpeksach, robię to od naprawdę wczesnych lat. Widzę, jak asortyment mocno się zmienia. Coraz ciężej znaleźć rzeczy wykonane z dobrych materiałów i porządnie odszyte. Większość wieszaków zajmują tanie rzeczy z sieciówek światowej sławy. Nie kupuję takich rzeczy. Powstrzymuję się. Po latach widzę, że większość tych rzeczy nie wytrzyma długo w mojej szafie.
Czy kupuje w lumpeksie wszystko? Absolutnie nie, nie kupiłabym bielizny i raczej ręczników i pościeli. Te przedmioty w wersji używanej nadzwyczajnie mnie brzydzą. Jednak poza tym nie mam chyba problemu z niczym.

Dlaczego kupuje w lumpeksach?
Obecnie głównie ze względów ideologicznych. Nie chcę wspierać sieciówek, a na lokalnych dizajnerów na chwilę obecną mnie nie stać (bo gdyby było, na pewno bym ich wsparła). Lubię też to, że każda jedna rzecz w lumpeksie ma swoją historię. Trzymając sweter czy koszulę nie wiesz od kogo tu trafiła, ale możesz sobie wyobrazić i taką historię dopisać. Możesz uczynić ją naprawdę piękną. W dodatku nigdy nie lubiłam w życiu iść na łatwiznę, a nie oszukujmy się, tworzenie stylizacji z ciuchów vintage wymaga dużo więcej kreatywności, niż tworzenie looków z odzieży fast fashion, która w obecnych czasach oferuje nam każdą jedną rzecz którą chcemy i to w bardzo niskiej cenie. Ostatecznie, bardzo lubię fakt, że idąc gdzieś ubrana w ciuchy z drugiej ręki, prawdopodobnie nie spotkam osoby ubranej tak jak ja, a nie ukrywam, że lubię się wyróżniać z tłumu.


Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć marynarkę, którą kilka lat temu dostałam od koleżanki, która to kupiła ją wcześniej w lumpeksie. Marynarka miała tylko 4 czarne guziki na przedzie, a 2 z nich odpadły w nieznanych okolicznościach. Postanowiłam zrobić małe Di-Aj-Łaj (DIY) i wymienić guziki na kolorowe, lekko vintagowe księżyce. Dodatkowo doszyłam małe wersje przy mankiecie. Warto dać rzeczy drugie życie :)












Komentarze

Popularne posty