FOOD FETISH

These pictures are a part of the project about food fetish my friends did at school couple of months ago. I haven't publish them anywhere yet, blog is the first place. I like the final effect that we achieved, the pictures are almost untouched and I like how unphotoshopped my skin and body is. So pure and natural. 











Bellevue

Apparently, there are more people reading this blog than I expected.  To everyone who's here, welcome! Don't get scared by the pictures of my ass, I just don't have any other place to post it and I find it very artsy and believe that the world should see it. Anyway...
Long time, no see, no hear, no write. I'll try to be more regular from now on, I feel like it helps to clean the mess in my head. A lot of thing has happened since the last post. I graduated, won a price for the best student of the year, got the new job in the restaurant called "mangia" and spend amazing summer holidays in DENMARK. Yes, you heard it right! This year, Summer came to Denmark and for last couple of months it was as warm as in hell in here. 
What is more in the end of June I went for two weeks long festival tour in Poland. First I flew with Izabelka to Katowice for Tauron festival, which was the best festival I have ever been to. Very clean, well-behaved and mature festival with selection of very good artists. After the festival I went to Poznań for 1,5 days to see my parents and visit home, which I haven't seen in months. Sadly I had very little time to enjoy moments spent with them, cause I needed to run for another festival in Gdynia called Open'er festival. Huge venue, 120 000 people, great artists such as: Nick Cave, Depeche Mode, Gorillaz, Massive Attack, Arctic Monkeys, David Byrne and many more. The festival has finished on Saturday and on Sunday I was already in Warsaw attending The Rolling Stones with my father. I'll probably post some pictures from this trip in the next post. 

Open'er was a great festival not only due to crazy artists selection (I know, orgasmic, right?), but also because I met some friends, which I haven't seen in ages and got to know new amazing and inspiring people. 

After the festival, there was this guy, who texted me on instagram with who I fell to have this insane connection, which is very difficult to find nowadays. I feel like we really understand each other and I wish he would be my best friend in a real life. He is an actor and musician, maybe that makes us have so many subjects to talk about and so many things in common. He also loves to listen to classical music and love to read books. Sometimes I wonder, if he's even real. And he's so beautiful. He could be a sculpture, I promise. 
He's just beautiful in body and mind and is one of this people, who I would like to be surrounded with, but who are so precious and difficult to find. 

Dear universe, please be kind to him and keep an eye on him. You know I trust you more than anyone else! 




YOU SHOULD KNOW THAT ALREADY

There are 3 things you should know about shoes:

1. It is very important to wear good quality, comfortable shoes, as they carry your whole body. Remember that shoes affect your skeletal system, muscular system but also nervous system. Make a right choice then.


2. If you find fast fashion (such as Zara, Topshop) shoes comfortable, you have never tried comfortable shoes. Comfortable shoes can be found in very similar prices, so the price isn't an issue. Go and try them on. See the difference.


3. Quality shoes just last longer. I promise that well-sewn, made from high quality leather or other vegan fabric footwear will last longer than "made in 5 min somewhere in Asia" cheap Zara shoes.


And here I'm posting pictures of my new Vagabond shoes. I feel like Carrie Bradshaw while having them on. They are insanely comfortable and quite spectacular thanks to the amazing pink color. Have a look. My ass is just a sweet addition.













PIECE OF CAKE

Czy znacie to uczucie, kiedy trzeba zrobić coś ważnego, więc robicie wszystko inne, ale nie to.
No właśnie. W tym momencie powinnam siedzieć i pisać raport stażowy lub uczyć się do szkoły, więc zabrałam się za pisanie tego posta.
Mam dużo przemyśleń w związku z przeczytaniem wywiadu z jednym z moich znajomych. Osobą, którą bardzo lubię, bo choć on o tym nie wie, odnajduję w nim bardzo dużo z siebie. I nie chodzi tu absolutnie o wygląd, pewnie nawet nie o styl życia, ale o sposób postrzegania i myślenia o niektórych sprawach.

Artykuł/wywiad był trochę o nim samym, trochę o zmarłych rodzicach i ich wpływie na jego życie, o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Ze względu na ten ukryty wątek personalny, wyżej wspomniany tekst okazał się dla mnie być bardzo emocjonalny. Była tam taka część o Świętach Bożego Narodzenia, w których kolega napisał, że od czasu odejścia rodziców ich nie celebruje, bo to nie to samo i że zacznie to robić na nowo, kiedy będzie miał swoją rodzinę i dzieci. Mam dokładnie tak samo, mimo, że moi rodzice żyją i mam pewność, że jeszcze przez długi czas tu będą, jednak od czasu ich rozwodu nie jestem w stanie poczuć magii świąt. Na początku zastanawiałam się czy to przez śnieg, czy przez mój wiek nie potrafię wczuć się w świąteczną atmosferę żeby dopiero po kilku razach (Gwiazdka i Wielkanoc) odkryć, że to kwestia ich rozwodu. Kocham dziewczynę mojego taty i uwielbiam chłopaka mojej mamy i cieszę się, że są oni dodatkowymi osobami na święta, ale nie lubię faktu, że muszę się dzielić między rodzicami w ten znaczący dzień. Chciałabym ich mieć obojga ze sobą. I żeby nie mylić, nie chciałabym ich mieć jako pary szczęśliwego małżeństwa, bo absolutnie nie o to chodzi. Ale czas rodzinny chciałabym spędzać i z mamą i z tatą, a obecnie jest to niemożliwe. To trochę jak taki piesek, który z jednej strony chciałby być w domu z domownikami, a z drugiej jednak strony chciałby szczekać przez płot ogródka z wszystkimi innymi burkami-sąsiadami. Nie może się przez to zdecydować czy ma być w środku czy na zewnątrz i niezadowolony kręci się w kółko. Czekam na ten dzień kiedy będę miała swoje dzieci i zorganizuję Wigilię, a wtedy zaproszę ich obojga z partnerami. Będę miała wtedy wszystko czego pragnę w jednym miejscu, a obecność obowiązkową uzasadnię posiadaniem przez nich wnucząt. Do tego czasu postanowiłam wyjeżdżać co roku na Święta.

Jest też tam fragment o dzieciach i domu za miastem. Taki też jest mój plan na przyszłość, chciałabym przez kilka lat porobić karierę, zarobić sporo pieniędzy, żeby potem móć osiąść za miastem, gdzieś w domu z ogrodem z gromadką dzieci, psami, kotem i kurkami. Rąbać drewno do kominka, chodzić na spacery do lasu i pielić chwasty w ogródku. Czytać dużo książek, oglądać dużo filmów. Pojawia się też motyw 3 dzieci. Zawszę powtarzam, że moim marzeniem jest ich szóstka, ale trójka to minimum. Uważam, że bycie jedynakiem jest krzywdzące dla dziecka i jego przyszłego funkcjonowania w społeczeństwie, dwójka zazwyczaj się kłóci i nie dogaduje, a prawdziwa bliskość między rodzeństwem pojawia się dopiero przy trójce. Ciężko mi wytłumaczyć dlaczego tak jest i wiem, że istnieje sporo psychologicznych tekstów w internecie na ten temat. Wydaje mi się po prostu, że między dwoma osobami zawsze jest jakaś rywalizacja, przy trzech jest już dbałość o siebie nawzajem.

To mniej więcej tyle przemyśleń, bardziej prywatne zachowam dla siebie, bo co raz w internecie nigdy nie ginie. Jeszcze ktoś przypadkiem znajdzie mojego bloga i przeczyta moje wypociny.


Dzisiaj z rana popełniłam też mały kolaż dotyczący mich marzeń i myśli, które w Polsce zaprzątają mi głowę. Widzisz, jest coś takiego w moim rodzimym kraju, że powoduje, że bardziej niż kiedykolwiek chce mi się jeść ciastka. Czasem zdarza mi się grozić mojej siostrze, która czasem odbiera mnie z lotniska, że jak przyjedzie po mnie bez pączka, to do auta nie wsiądę. Słodycze, które nie robiły na mnie nigdy wrażenia jak tu mieszkałam, są dla mnie teraz jak narkotyki. Uzależniają i sprawiają, że jestem po nich na najwspanialszym na świecie cukrowym haju. Kolażyk załączam poniżej.